e-Biznes kontra rzeczywistość – podsumowanie 2016 roku.

Pisanie bloga to przywilej

Kończy się rok, w którym okazało się, że pisanie bloga to przywilej, na który nie każdy może sobie pozwolić. Tym razem padło na mnie. Zmagałam się ze światem realnym i całym ładunkiem emocji, różnorodnością zdarzeń oraz ciągów przyczynowo-skutkowych z nim związanych. Nie starczyło sił i czasu na opisywanie pasji związanych z tym, co internetowe.

Tak osobiście jeszcze nie było

Ten blog nie miał być aż tak osobisty, żeby wykraczał poza zagadnienia związane z e-biznesem. Ale cóż… życie napisało w tym roku inny scenariusz. Bardzo mocno czułam, że żyję w świecie, który mnie otacza – tym namacalnym, który przynosi wiele radości, ale też cierpienia. Czułam, że jestem 100% człowiekiem, który ma słabości, nie ma siły czasem wstać, walczy do upadłego a potem wątpi w to, czy było warto się tak szarpać. Przez to wszystko co przeżyłam, ja się zmieniłam a ze mną zmieniać się będzie ten blog. Czas pokaże jak dalej potoczy się nasza wspólna historia.

Nie sądziłam, że można obudzić się pewnego dnia i dowiedzieć się, że zaginął ktoś kto jest ci bliski. Po prostu zniknął bez śladu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki rozpłynął się w powietrzu. Bezsilność. To mnie najbardziej zabija – zawsze. Nigdy wcześniej aż tak bardzo nie czułam jakby moje życie zamieniło się w film. Bo przecież takie rzeczy przytrafiają się tylko na filmach… albo po prostu komuś. Bliżej nieokreślonej, nieznanej osobie, o której ktoś mówi w TV czy pisze na FB. Takie rzeczy nie przytrafiają się moim bliskim! A jednak – przytrafiło się.

Niby tłumaczyłam ludziom, że ktoś mi zaginął, że to ważne i że muszę działać, muszę coś zrobić. Miałam jednak wrażenie, że oni słuchali ale nie rozumieli do końca o czym ja mówię. I nie rozumieją do dziś. Bo tego się nie da pojąć – ktoś znika z dnia na dzień, nie masz pojęcia gdzie szukać, od czego zacząć, jesteś przerażony, że już możesz nigdy tej osoby nie zobaczyć. Odtwarzasz w głowie wszystkie chwile, które z nią przeżyłeś i wiesz, że twoje mętne wspomnienia długo nie będą w stanie odwzorowywać Ci dokładnie twarzy tej bliskiej osoby. Boisz się, że nawet to zniknie, rozmaże się i nie zostanie już nic.

Każda mijająca godzina rodziła większe przerażenie. I rozwiewała tę pierwszą nadzieję i przekonanie, że przecież ludzie tak po prostu nie mogą zniknąć. Wszystko miało się szybko wyjaśnić – mieliśmy się z tego śmiać po latach. Ale kolejne dni pokazywały, że ta wizja oddala się. Samotne przeżywanie dramatu. Bezsilność i strach.

Prawie „Happy End”

Nie wiem jak to się stało, że moja desperacja, samozaparcie, modlitwy, logiczne myślenie i błyskawicznie podejmowane decyzje w momentach krytycznych doprowadziły do tego, że osobiście go odnalazłam. To było jeszcze bardziej surrealistyczne niż jego zaginięcie. I jest – wreszcie mój filmowy happy end, którego się nie spodziewałam. Bo życie to nie film i o happy endy dużo trudniej….ale jest.

Niestety szczęśliwe zakończenie nie wygląda na szczęśliwe kiedy teraz patrzę na to, co przechodzimy. Walczymy o powrót do normalnego życia, a to trwa już miesiącami. Chwilami wydaje się, że to tylko przesunięta w czasie agonia. Ale czasem jest dobrze i wiem, że warto było walczyć o to wszystko i przejść tą ciężką i długą drogę. Walczyć zawsze warto – każda walka przecież czegoś uczy.

Czy ten rok mi umknął?

Na blogu wygląda to tak, jakby ten rok mi jakoś umknął mimo, że tak dużo się działo. W pracy rozwinęłam skrzydła, uczę się nieustannie i prę do przodu. Daje mi to wiele radości, a fakt, że mogę kreować w jakim kierunku chcę iść w życiu zawodowym daje mi niesamowitą satysfakcję i chęć do działania. W tym roku postawiłam na rozwój osobisty co było ważnym elementem równoważącym cały chaos, który mnie otaczał.

Mocno skupiłam się też na mojej ukochanej córeczce, która jak każde trzyletnie dziecko potrzebuje wiele uwagi, miłości i czasu. Starałam się wspierać mojego cudownego męża w jego równie intensywnym rozwoju zawodowym. Wiele się zmieniło na lepsze, a ciężka praca przyniosła efekty.

Ten rok to również wiele nieprzespanych nocy spędzonych przy łóżeczku dziecka, wizyt u lekarzy, kombinacji jak wywiązać się ze wszystkich obowiązków i w tym wszystkim nie zatracić siebie. Myślę, że udało nam się to wszystko przejść najlepiej jak można było. Może zabrakło mi czasu na pisanie bloga a mężowi na uprawianie sportu. Może nie byliśmy na tylu spotkaniach z przyjaciółmi, na ilu chcielibyśmy być – ale zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby było dobrze.

Przełomowy rok

Zawsze bujałam w chmurach, dziś też głowę mam wiecznie zajętą wizjami i pomysłami. Ale nogi twardo stąpają po ziemi. Wiem kim jestem, wiem co jest dla mnie najważniejsze. Mam priorytety. Wiem co robię, dokąd zmierzam i wiem, że spełniam się we wszystkim, co uznam za warte zaangażowania. Ten rok pokazał to bardzo dobrze. Dla mnie był przełomowy na wielu płaszczyznach.

Nierozwiązana zagadka 2016 roku

Pozostała mi jednak jedna zagadka, której nie udało mi się rozwiązać – jak wy to robicie? Jak można w tym pędzącym i nieprzewidywalnym świecie prowadzić własny biznes? Ja sobie poradziłam, choć było ciężko. Ale ja nie mam firmy – mam ten komfort, że jak coś się stanie to są ludzie, którzy będą dbać o to, aby firma, w której pracuję prężnie działała. Wiem, że mogę na nich liczyć kiedy moje dziecko zachoruje, albo gdy dzieje się coś tak nieprzewidywalnego jak zaginięcie członka rodziny. Nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś taki jak ja, w 2016 roku byłaby w stanie jeszcze prowadzić swój biznes (np. jednoosobową działalność gospodarczą!). Ja się szybko nie poddaję, walczę do końca, ja zawsze dam radę – ale wiem, że w tym roku z dodatkowym bagażem w postaci własnej firmy nie podołałabym. Naprawdę nie miałam siły na nic więcej niż to, co przeżyłam.

Jak wy to robicie? Jak sobie z tym wszystkim radzicie kiedy świat się nagle wali, choroby przechodzą z dziecka na was i z was na dziecko (i tak w kółko), przyjaciel potrzebuje pomocy, psuje się lodówka, kot szaleje, wszyscy mają pretensje, że poświęcacie im za mało czasu a do tego – codziennie mobilizujecie się do prowadzenia własnej firmy. Bez względu na wszystko. Często bez chorobowego, bez prawdziwego urlopu. Wielki szacun. Jesteście najlepsi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *